71 322 20 68, 71 322 76 82 skiba@skiba.edu.pl

Jesienny Zimowit i kolorowy motylek

Weronika Bukowska

Pewna kobieta w pięknej góralskiej krainie z wielką pasją oddawała się ogrodnictwu. W swoim niewielkim, przydomowym ogródku hodowała przeróżne gatunki kwiatów. Bardzo starała się aby niczego im nie brakowało: miejsca do wzrastania, światła, wody, nawozu. Chroniła je także przed deszczem i wichurami. Ogrodniczka robiła wszystko co w jej mocy, aby kwiaty miały godne warunki do życia, a także były szczęśliwe. To jednak nie dla wszystkich wystarczało. Poznajcie historię Zimowita, zimowita jesiennego, który jako jedyny przez dłuższy czas nie czuł się lubiany i potrzebny w ogrodzie.

Marzec w tym roku był wyjątkowo ciepły, więc nasza ogrodniczka Ilona, zdecydowała się już wtedy wysadzić świeżo kupione sadzonki. Miała jeszcze niezagospodarowaną grządkę
w ogrodzie idealną do tego celu. Wśród „świeżaków” znalazł się także Zimowit. Ilona opiekowała się wszystkimi po równo, każdy był zadowolony. Wszystkie rośliny magazynowały światło słoneczne i wodę aby zapewnić sobie dobre warunki do rozwoju łodygi, liści, a co najważniejsze, do rozkwitu. Z wyjątkiem fioletowych krokusów, które zakwitły już w lutym, zapowiadając nadejście pięknej wiosny.

Sytuacja zaczęła zmieniać się w kwietniu , kiedy pierwsze kwiatki zaczynały po kolei rozkwitać pięknymi, różnobarwnymi płatkami. Były żółte narcyzy, białe stokrotki, drobne niebieskie niezapominajki, fioletowe sasanki i różnobarwne bratki. Gdy nadszedł maj, a słońce pięknie świeciło, prawie cały ogród był już kolorowy. No właśnie, prawie cały, z wyjątkiem Zimowita, który wciąż miał jedynie zielone liście i łodygę. Codziennie wstając rano z emocjami patrzył czy ma już kwiaty. Nie wiedział nawet jakiego koloru powinien się spodziewać. Patrząc na kolorowych kolegów czuł zazdrość, wstyd, upokorzenie. Myślał, że jest nikomu niepotrzebny. Gdy do Pani Ilony przychodzili goście i oprowadzała ich po ogrodzie, każdy zachwycał się wszechobecnymi kolorami, na Zimowita nie zwracając najmniejszej uwagi. Do innych roślin chętnie przylatywały także pszczółki wabione kolorowymi płatkami. Zimowit najchętniej zapadłby się pod ziemię, czuł, że tylko przeszkadza zasłaniając kolorowe i drobniejsze rośliny. Któregoś dnia już całkowicie stracił nadzieję na rozkwitnięcie. Myślał, że jest jakiś inny, dziwny, że nigdy nie dorówna swoim kolegom i koleżankom z grządki.

Pewnego razu nad ogrodem latał piękny kolorowy motylek. Zwrócił uwagę na Zimowita, gdyż ten jako jedyny nie wysuwał swojej główki i liści do słońca, chował się, zapatrzony był ciągle
w ziemię. Pozostałe kwiaty prężyły swoje płatki, wygrzewały się w słońcu. Motyl – Leoś przysiadł na listku Zimowita chcąc zapoznać się i porozmawiać:

– Cześć! Mam na imię Leoś, a Ty?

– Jestem Zimowit – odparł kwiatuszek wyraźnie zaskoczony, że to właśnie z nim motyl chciał rozmawiać.

– Dlaczego jesteś taki smutny? Przecież piękny dziś dzień, słońce świeci! – spytał Leoś.

– Co mi z tego… Jestem nikomu niepotrzebny. Nie mam kolorowych płatków jak reszta tutaj…

Nie wiem czemu w ogóle do mnie przyleciałeś. Jesteś taki piękny, z innymi na pewno miałbyś więcej tematów do rozmowy i wspólnych zainteresowań.

– Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz! Może mamy ze sobą więcej wspólnego niż Ci się wydaje. Nie zawsze byłem taki ładny i kolorowy jak teraz.

– Co masz na myśli? – dopytywał zdziwiony Zimowit.

– Nooo wyklułem się z jaja jako gąsienica. Bardzo nie lubiłem siebie w tym okresie, z zazdrością zerkałem na moich kolorowych rodziców czy starsze rodzeństwo. Miałem całe ciało delikatnie owłosione, przypominałem robaka, nie lubię wracać myślami do tych czasów. Ale kiedy trochę podrosłem, przeobraziłem się w poczwarkę, spędziłem trochę czasu w uśpieniu, nie potrafię nawet teraz powiedzieć ile, ale obudziłem się taki jak wyglądam teraz. Grunt to nie tracić pozytywnego nastawienia! Do przeobrażenia potrzeba dużo jedzenia i energii więc trzeba także
o to zadbać. – dodał z uśmiechem Leonek

– Nooo nie wiem… – zamyślił się kwiatuszek – ja nie wiem czy kiedykolwiek będę miał kwiaty
i płatki… Ty widziałeś starsze motylki, zresztą my wszyscy tutaj zostaliśmy wsadzeni w jednym czasie, ile mam jeszcze czekać…

– Rozumiem Cię Zimowicie, ale możesz chociaż spróbować zmienić swoją sytuację. Może spróbuj podpatrzeć jak postępują inne kwiaty? Muszę już lecieć, do zobaczenia jutro! Miło było Cię poznać!!!

Leoś zatrzepotał skrzydełkami i poleciał w swoją stronę. Zimowit zaczął myśleć o historii motylka. Początkowo całość wydawała mu się dość absurdalna, ale postanowił spróbować
i zaryzykować. Następnego dnia wystawiał swoją główkę do słońca, przekręcał liście w stronę światła i czerpał jak najwięcej tylko się dało wody ze składnikami odżywczymi. Mijały kolejne tygodnie, miesiące, a Zimowit zaczął zauważać zmiany. Z końcówką lipca i początkiem sierpnia niektóre kwiaty traciły swoje płatki zamieniając je na zielone listki. Mimo to wyglądały na szczęśliwe i prężyły się do słońca. Zimek od razu poczuł się lepiej – piękne kolory są chwilowe!!!. Czyli będzie czuł się inny i dziwny, ale na szczęści nie cały czas, tylko w miesiącach wiosenno-letnich. Pewnego poranka jednak Zimowit dokonał zaskakującego odkrycia. Zobaczył na swoim ciele płatki! Piękne cudowne jasno-fioletowe płatki. W końcu zakwitł!!!

Popatrzył na grządkę uśmiechając się, nie krył swojego zadowolenia i dumy. Zauważył, że wiele kwiatów nie ma już płatków. Są pokryte zielonymi listkami nic więcej. Zimowit wiedział, że motylek miał rację. Bardzo chciał mu się pokazać i podziękować za porady oraz wsparcie. Kilka dni po pięknym ukwieceniu Zimowita nadleciał Leoś.

– Cześć Leoś!!! Zobacz, też mam piękne płatki! – krzyknął podekscytowany Zimowit gdy motylek przelatywał nad grządką – dzięki za wsparcie i porady! Próbowałem nie tracić nadziei na piękno oraz wystawiałem liście do słońca.

– Wyglądasz pięknie, przyjacielu! Widzisz, każdy z nas jest wartościowy, nie każda piękna cecha czy talent ujawnia się od razu, ale nie wolno się poddawać ani tracić wiary w siebie.

Zimowit zrozumiał, że każdy rozwija się w swoim tempie i, że każdy jest piękny. Poczuł jedność z otaczającymi go kwiatami oraz wdzięczność wobec nowego przyjaciela – motylka Leosia.

Facebook
YouTube
Instagram